niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział V: Burza (część 1)

Guileless son, your spirit will hate her,
The flower who married my brother the traitor,
And you will expose his puppeteer behavior,
For you are the proof of how he betrayed her loyalty.
Heather Dale „Mordred's lullaby”

Biegnąc w stronę chatki, wciąż powtarzałam w myślach te same pytania. Nikodem? Tutaj? Czemu tu przyjechał? Czego ode mnie chce? Czy nie powinien być w tej swojej akademii? Co jest tak ważne, że uznał za stosowne urywać się z zajęć? Czy to dotyczy nas?
I jedno, najważniejsze: co ja mu mam powiedzieć?
Spomiędzy drzew wyłonił się widok na polanę, gdzie stał mój dom. Na widok Xarfaxa, konia Nikodema, zatrzymałam się tak gwałtownie, że Kasztan wpadł mi na plecy. Puchacz pobiegł jeszcze kawałek, ale gdy zobaczył, że stoimy, wrócił do nas i stanął słupka.
– Nie mogę – powiedziałam. – Nie chcę go widzieć.
Faun tylko położył mi dłoń na ramieniu. Ukryci za pniem buku, obserwowaliśmy chatkę. Czarnoksiężnika nigdzie nie było widać.
– Nie wiem, czego chce, ale niech spada – powiedziałam, starając się, by zabrzmiało to stanowczo i bojowo, ale głos mi się zaczął załamywać.
– Nie musisz do niego iść – zapewnił Kasztan. – Udawaj, że cię nie ma, póki sobie nie pójdzie.
Pokiwałam głową. Zaraz po tym dopadły mnie wątpliwości.
– A jeśli nie pójdzie? Może ma mi coś ważnego do przekazania?
Cokolwiek to jest, nie musisz usłyszeć tej wiadomości akurat od niego.
Zacisnęłam usta, gorączkowo zastanawiając się, co robić. Serce waliło mi jak oszalałe i raz po raz oblewała mnie nieprzyjemna fala gorąca.
W końcu odsunęłam się od drzewa, zaciskając dłonie w pięści.
– Idę tam. Niewidzialna. Zaczekaj tu na mnie.
Użyłam swojej mocy. Spojrzałam w dół, by upewnić się, że nie widzę moich nóg, odetchnęłam kilka razy, po czym zaczęłam skradać się w stronę chatki.
Było to wyjątkowo trudne na tych cholernych suchych liściach; choć starałam się iść najwolniej i najostrożniej, jak to tylko możliwe, przy każdym ruchu chrzęściły tak, jakbym chodziła po płatkach kukurydzianych. Obeszłam dom naokoło w pewnej odległości, wypatrując Nikodema.
Gdy go zobaczyłam, serce podskoczyło mi do gardła. Opierał się nonszalancko o drzwi frontowe i z umiarkowanym zainteresowaniem obserwował ciemniejące niebo. Patrzenie na niego przyprawiało mnie o dziwną mieszankę złości, obrzydzenia i smutku. A jeszcze tak niedawno był osobą, o której myślałam niemal wyłącznie w superlatywach. Z którą przeżyłam wiele przygód i spędziłam wiele miłych dni. Którą kochałam...
– Nie wysilaj się – powiedział głośno, a ja ze strachu o mało nie wyskoczyłam ze skóry. – Widzę cię.
Zauważyłam unoszącą się przy jego dłoniach błękitną mgiełkę – taką samą, jaką wyczarował w rezydencji Amaltei, by wykryć moją obecność. Miałam ochotę palnąć sobie w łeb.
Czerwona jak wyjątkowo dorodny burak, stałam się z powrotem widzialna. Złożyłam ręce na piersi (częściowo po to, by ukryć ich drżenie) i zaczęłam się niespiesznie zbliżać.
Więc? – spytałam, zatrzymując się parę metrów przed nim. – Czego tu szukasz?
Nikodem pomachał dłonią i mgiełka się rozproszyła. Wyprostował się i postąpił dwa kroki naprzód.
Podobno potrafisz podróżować między światami. Gratulacje.
Charyta też potrafi – odparłam. Moja młodsza kuzynka mieszkała tylko odrobinę bliżej akademii Nikodema, ale uznałam, że muszę podkreślić fakt, że nie udał się do niej.
Nie zastałem jej. Mam ważną wiadomość, a ty byłaś najbliższym Strażnikiem w promieniu paru mil.
Wykonał skomplikowany gest dłońmi i wyszeptał jakieś zaklęcie. Powietrze wokół nas zafalowało. Dopiero teraz spojrzał mi w oczy.
Wiem, gdzie ukrywa się Sir Gallahad.
Aż się zapowietrzyłam. Byłam tak zakręcona na punkcie swojego życia uczuciowego, że nawet do głowy mi nie przyszło, iż Nikodem może przybyć tu w innej sprawie, a co dopiero takiej. Gdy już udało mi się opanować i odzyskać mowę, spytałam:
Jak to: wiesz? Jakim cudem tak po prostu wiesz o czymś, do czego Strażnicy nie mogą dojść od wielu lat? Nie, zaraz, nie mów! – Wpadłam w panikę, gdy coś przyszło mi do głowy. – Skąd wiesz, czy nas nie podsłuchuje?
Czarnoksiężnik wskazał palcem w górę.
Przed chwilą wyczarowałem barierę dźwiękową. Nikt nas nie podsłucha, nawet ten twój kosmaty przyjaciel.
Oblał mnie zimny pot i ścisnęło mnie w dołku.
On ma na imię Kasztan – wycedziłam.
To nie jest ważne. Przyszedł do mnie sługa Gallahada z propozycją współpracy. Przyjąłem ją.
Zdałam sobie sprawę, że szczęka mi opadła, więc szybko ją zamknęłam.
Chcesz być podwójnym agentem? Ale... nawet nie jesteś Strażnikiem.
I dlatego Gallahad się ze mną skontaktował. Nie jestem Strażnikiem, ale mam z nimi bliski kontakt. – Znów poczułam nieprzyjemny ucisk w dołku. – On zdaje sobie sprawę z tego, jaki mogę być użyteczny, szczególnie po tym, jak się... pokłóciliśmy. Myśli, że może wykorzystać moje negatywne emocje.
Nagle cała moja niechęć do Nikodema prysnęła. No, dobrze, nie cała, ale doskonała jej większość. Na dobrą sprawę nic go już z nami nie łączyło – ani ze Strażnikami, ani naszą drużyną – a mimo to postanowił wykorzystać sytuację, by walczyć po naszej stronie, mimo tego, jak wyglądało nasze rozstanie. Zrobiło mi się głupio za to, jak o nim myślałam w ostatnim czasie. Wykazał się o wiele większą odwagą niż ja.
Czego się dowiedziałeś?
Gallahad ukrywa się w zapomnianych światach. Stale podróżuje, więc ciężko będzie go namierzyć. Nie mówiąc o konfrontacji w takim świecie...
Na wspomnienie krainy pełnej przyprawiających o szaleństwo tworów przeszył mnie dreszcz.
Nie spotkałem go osobiście i nie mam możliwości skontaktowania się z nim ani jego sługami. Ale jako dowód i znak mojego przymierza dał mi... to.
Nikodem sięgnął za poły peleryny i wyjął przedmiot, którego widok przyprawił mnie o gwałtowne zawroty głowy. Zachwiałam się i runęłabym na ziemię, gdyby chłopak nie przytrzymał mnie za ramię. Gdy schował to z powrotem za pazuchę, powoli odzyskałam jasność myślenia i zrozumiałam, co zobaczyłam. To było długie, białe pióro, otoczone aurą samotworu, wywołujące iluzję nieustannej zmienności.
Gdy przestało mi się kręcić w głowie, nieco zawstydzona odsunęłam się od Nikodema.
Jakim cudem ty możesz na to patrzeć?
To specjalne zaklęcie, zwane Skazą. Żeby poplecznicy Gallahada mogli żyć i gromadzić się w zapomnianych światach.
Potrafiłbyś je rzucić na kogoś?
Pokręcił głową.
Bardzo bym chciał, ale nie. Nawet gdybym nie był nieprzytomny w chwili, gdy je na mnie nakładano, to jest dziwna magia, nie z tego świata, i z żadnego innego. Podejrzewam, że to jakiś rodzaj czarów z paradoksu.
Musisz z tym iść do Ivora – powiedziałam stanowczo. – I to natychmiast. On będzie wiedział, co...
To zbyt duże ryzyko – przerwał mi. – Im mniej osób wie, tym lepiej. Już teraz narażam się na ogromne niebezpieczeństwo. Jeśli musisz, powiedz tylko dziewczynom, Shivie i Fantanowi, ale z tym też się nie spiesz. W najbliższym czasie skupię się na... służbie – powiedział z przekąsem – a wy trzymajcie się od tego z daleka. Kiedy będę was potrzebował, znajdę was. Wtedy ruszymy na wojnę... jak za starych, dobrych czasów.
Uśmiechnął się pod wąsem. Spuściłam wzrok, czując wstyd i smutek.
Widząc, że nie spieszę się z odpowiedzią, zdjął magiczną barierę i bez słowa ruszył w stronę Xarfaxa. Płynnym ruchem wskoczył mu na grzbiet, zasalutował mi i odjechał, od razu popędzając czarnego jak noc konia do galopu.
Przez chwilę stałam w bezruchu, splatając palce. Gdy się odwróciłam, pierwszym, co zobaczyłam, były zmartwione oczy Kasztana.

1 komentarz:

  1. – Chcesz być podwójnym agentem?

    Albo nawet i potrójnym, bo taki może być plan - przyszedł, żeby się dogadać jak złapać Gallahda, a tak naprawdę poprowadzi je prosto w pułapkę. Totalnie. Ktoś tu chyba nie naoglądał się zbyt wielu amerykańskich filmów, skoro nie węszy spisku pod spiskiem. (;

    Krakatoa

    OdpowiedzUsuń



Polecam oglądać w wysokiej rozdzielczości i fullscreenie. ^^